Historia Polmuza w slajdach – prezentacja z premiery marki (2019)
To slajdy, które pokazałem na rzutniku na premierze Polmuza 13 listopada 2019 roku w Sopocie, a pod każdym to, co przy nim mówiłem. Przełączasz je strzałkami, klawiaturą albo palcem, a jeśli wolisz posłuchać, włącz lektora.
Premiera marki, 13 listopada 2019
Tak wyglądał plakat premiery. Zagrali Illusion z Pawłem Herbaschem, Lipali z Lukiem, Mikołaj Stańko, Wojtek Warmijak, Paweł Osicki i Tomasz Koper, a między koncertami pokazałem na rzutniku tę prezentację.

Dawno, dawno temu
Zacząłem jak w bajce, bo historia Polmuza zaczyna się naprawdę dawno.

Czasy, kiedy imprezy wyglądały tak. O strojach nie będę się wypowiadał, sami widzicie.

Do sklepu muzycznego stała taka kolejka, że i tak nic nie dało się kupić.

Tak to wyglądało w Warszawie, na ulicy Grochowskiej.

A tak wyglądał wtedy transport perkusji. (Zdjęcie: Fotopolska.eu)

W 1953 roku założono Warszawską Fabrykę Instrumentów Dętych i Perkusyjnych, która robiła bębny Polmuz, a obok nich trąbki. Ktoś z sali zgadł to od razu i dostał pałki.

Tak wyglądało wtedy logo i tabliczka fabryki.

A tak wyglądały te przepiękne zestawy. Z płyty wiórowej, bo nic innego nie było.

„Sprzedam perkusję Polmuz dla początkującego”. Większość z nas na czymś takim zaczynała.

Ktoś zdarł okleinę i bardzo ładnie polakierował drewno.

Jedni byli dumni z marki i pisali na centrali wielkie POLMUZ…

…a inni, równie dumni, naklejali napis Yamaha.

Albo Tama.

1989. Przeskakujemy o kilkadziesiąt lat, miałem wtedy jakieś siedem lat.

Kamienica, w której wtedy mieszkałem. Piękny modernizm.

W garażowej kapeli mojego kuzyna pojawił się przepiękny niebieski Polmuz. To była pierwsza perkusja, jaką zobaczyłem z bliższa niż ze stu metrów, i od razu się w niej zakochałem. Kuzyn kupił ją za pieniądze pożyczone od mojej mamy, a oddawał je, ucząc mnie gry na pianinie. Na bębny rodzice się nie zgodzili, bo za głośno.

1998. Wyciągnąłem z piwnicy niebieskiego Polmuza po kuzynie i zaczęliśmy grać z kolegami, między innymi z Pawłem Osickim.

To jedyne zdjęcie tamtych perkusji, jakie udało mi się wyciągnąć od Pawła. Internetu jeszcze nie było i nikt nam niczego nie pokazał, więc Paweł nie wiedział nawet, że w centralę gra się nogą, i ustawił ją po swojemu.

Zdjęcia mojej perkusji z tamtych czasów nie mam ani jednego. Przygoda z bębnami trwała zresztą całe dwa miesiące.

Bo pojawił się on. Rodzice powiedzieli, że bębny zakłócają czujnik nowego pieca w piwnicy i piec przez to źle pracuje. Perkusję trzeba było sprzedać. Dziś wiem, że to była ściema, żebym przestał grać, ale na tym moja kariera perkusisty się skończyła.

2006. Temat wrócił. Chciałem grać w kapeli z chłopakami ze studiów i kupowałem do tego bębny. Szło mi to tak dobrze, że kupiłem ich więcej, niż było trzeba, i tak powstał DrumStore.

Pierwszy DrumStore. Skromnie, ale od czegoś trzeba zacząć.

Pierwsza dostawa talerzy.

A tu postanowiłem cyknąć sobie fotkę na talerzach. Miałem jeszcze włosy. Każdy produkt w DrumStore to jeden włos mniej, ale włosy są przereklamowane.

Teraz, czyli rok 2019.

Tak wyglądał sklep w 2019 roku. Półki pełne, a towar sam się nie sprzeda, więc trzeba było coś wymyślić.

Stojąc między bębnami, gadaliśmy z klientami i ktoś rzucił, że fajnie byłoby wskrzesić Polmuza. Sprawdziłem w internecie: znak towarowy był do kupienia. Nie trwało to długo i DrumStore został jego właścicielem. Zostało tylko zrobić porządne bębny.

Projekt: logo i rysunki
Na początek logo. Pierwsze próby rysowaliśmy sami, ręcznie i na komputerze, i nic z tego nie wychodziło.

Dlatego poprosiliśmy o pomoc projektantkę logotypów, moją koleżankę Patkę. Rysowała wersję za wersją.

W jednej wersji dodałem daszek między P i O. Wszyscy czytali to jako „Rolmuz” i się śmiali, więc daszek trzeba było narysować inaczej.

Aż pojawiła się ta. Jak ją zobaczyłem, wiedziałem, że to jest logo, które chcę mieć na bębnach.

Wybieraliśmy razem, w sklepie.

Potem logo trzeba było wrysować w AutoCAD-a i zrobić z niego trójwymiarowy emblemat, który da się wydrukować jako prototyp.

Dobieraliśmy śrubki, którymi emblemat przykręca się do bębna.

Bęben jest okrągły, a blacha płaska („jak Ziemia”, podpowiedział ktoś z sali), więc trzeba było rozrysować, jak emblemat wygnie się na korpusie.

Tak wyglądał model 3D.

Pierwszy prototyp wydrukował mi na drukarce 3D kolega Józef.

A to efekt końcowy. Od pierwszych szkiców do chwili, kiedy trzymałem w ręku gotowy emblemat, minęło pół roku.

Logo trafiło też na naciągi. Wybraliśmy ciapate fiberskiny. Są bardziej gumowe i giętkie niż zwykłe naciągi, mniej sztywne, i w tym przypadku akurat o to chodziło.

Tak wygląda rozwinięcie korpusu centrali z zaznaczonymi otworami pod lugi i nogi. Potem nikt tego nie widzi, ale bez takiego rysunku bęben nie powstanie. Taki sam był dla werbla.

I pierwsze szkice stopy perkusyjnej z logo Polmuza.

Kolory i wykończenia
Wykończenia. To jest brązowy z inlayem, akurat na bębnie z orzecha.

Dwa pasy, a na nich leciutki brokat. Wszystko to lakier.

Wiśniowy podpalany, też z inlayem. Inlay jest wpuszczony w drewno, to nie żadna naklejka.

Klasyczny kolor, który po angielsku nazwaliśmy Deep Satin Blue, a po polsku lazurowy niebieski.

Niebieski z paskiem.

Złoty brokat. Na zestawie w tym kolorze grał na premierze Luk z Lipali.

Zielony, cieniowany.

Vintage’owa okleina White Marine Pearl.

Wersja patriotyczna: czerwony brokat i biel.

Łączyliśmy też materiały. Tu okleina vintage z lakierowanym klonem na obręczy centrali.

Lazurowy niebieski z matowym klonem. Mat obok połysku, kombinowaliśmy z fakturami.

Logo przykręcone do korpusu.

Inlay z bliska. Maszyna wybiera w drewnie rowek, a potem wypełnia się go kolorem. Na premierze bębny leżały w klubie i każdy mógł to obejrzeć z bliska.

Nie, to nie jest metal. Ten niebieski to farba metaliczna, metalowe są tylko lugi.

Zestawy na zdjęciach
Teraz zestawy na zdjęciach. Lazurowy niebieski z klonowymi obręczami, wszystko w satynie.

Obręcz centrali z bliska.

Wiśniowy podpalany z inlayem. Grał na nim tego wieczoru Paweł Herbasch z Illusion.

Ten sam zestaw z bliska.

Bartek z DrumStore trzyma swój bęben, bo to on wymyślił ten kolor. Te bębny to była wspólna robota całej ekipy.

Rafał zaprojektował zielony, inspirowany polskim morzem w sierpniu: na dole sinice, a między nimi pływające drewno. Kto woli wersję romantyczną, może mówić, że to szmaragdy.

I cały zestaw w tym kolorze.

A tak niebieski z paskiem wygląda jako cały zestaw.

Werble
Werble. Ten jest z orzecha.

A ten ma wiśniowe, podpalane wykończenie z inlayem.

Maszynka werblowa ma kilka ustawień i płynną regulację, a raz ustawiona dobrze się trzyma. Sprężyny można całkiem odpuścić albo tylko lekko podciągnąć. Zakończenie po drugiej stronie jest odlewane.

Korpus i krawędzie
Jak powstaje korpus: płaty sklejki wkłada się do formy i pod ciśnieniem, w wysokiej temperaturze, formuje się z nich okrągły korpus. Potem lakier, dopiero później wiercenie otworów i krawędzie. Na końcu naciągi, osprzęt i pakowanie.

Krawędzie to dla mnie bardzo ważna sprawa, więc kto nie gra na bębnach, może w tym miejscu iść do baru. Centrala ma krawędź trochę zaokrągloną. W miejscu, gdzie naciąg styka się z drewnem, bęben dostaje więcej oddechu i ciemnego drewna w brzmieniu. Brzmi bardziej vintage, czyli tak, jak według nas powinna brzmieć centrala.

Tomy i floor tomy mają krawędź ostrą. Dzięki temu mają lepszą projekcję i łatwiej przebijają się przez zespół.

Tak wygląda gotowa krawędź na orzechu.

Obie krawędzie obok siebie: ostra w tomach i zaokrąglona w centrali.

Najważniejsze: ostrą krawędź ścinamy pod kątem 45° z obu stron, więc punkt styku z naciągiem wypada dokładnie na środku ścianki. Wielu producentów robi ją tradycyjnie, ścinając tylko jedną stronę. Wtedy naciąg opiera się na zaokrągleniu i bęben dużo trudniej nastroić, szczególnie w tańszych zestawach.

Osprzęt
Śruby naciągowe są długie i mają dwie podkładki, nylonową i metalową. Do tego trochę wazeliny technicznej, której w sklepie mamy pod dostatkiem, bez skojarzeń. Dzięki temu bębny się nie rozstrajają.

Długa śruba wkręca się we wkładkę gwintową na całej jej długości. W wielu bębnach wchodzi tylko na kilka zwojów, jakby ktoś oszczędzał materiał. Uznałem, że u nas ma wchodzić cała.

Tube lugi. Od razu nam się spodobały, a do tego dotykają korpusu tylko w dwóch miejscach, więc bęben lepiej rezonuje.

Nogi centrali mają kształt klasycznych trumienek, jak w bębnach z lat 80.

I wygodny motylek pod palce. Na zdjęciu moja łapa.

Zawieszenia tomów są klasyczne, takie jak w starych bębnach. Trzymają bęben w czterech punktach i nie wykrzywiają obręczy. Kiedy tom wisi tylko na dwóch lugach, obręcz się wygina i bęben przestaje stroić, co w studiu potrafi napsuć krwi.

Tom zawieszony na tom holderze.

Części zamienne
Katalog części zamiennych. Wielu producentów o nim zapomina. Przychodzi do sklepu perkusista, któremu popsuł się lug w bębnach marki X, katalogu nie ma i nie wiadomo, co z tym zrobić. Chcieliśmy, żeby do Polmuza dało się dokupić każdą część.

Druga strona katalogu.

Słuchawki
Słuchawki Polmuz. Mają płaską charakterystykę tłumienia, czyli ściszają wszystko równo. Gitary i bas słychać tak samo wyraźnie, a nie jak zza ściany. Dobrze sprawdzają się też przy miksowaniu w studiu.

Są czarne i białe, składane. Obudowa jest odporna na rzucanie. W sklepie robię taki pokaz: rzucam nimi o podłogę, wszyscy wstrzymują oddech, a słuchawkom nic się nie dzieje.

W komplecie krótki kabel do telefonu i długi studyjny, który się nie plącze.

Bartek z DrumStore w białych.

A to Tomasz Łosowski z Kombi, endorser słuchawek Polmuza.

Cajony
Cajony. To była moja prezentacja, więc pozwoliłem sobie wrzucić dużo swoich zdjęć.

Czerwony cajon Polmuza robiony był w Hiszpanii, w kolebce cajonów. Front z brzozy syberyjskiej, świetna lakiernia i wykonanie bez zarzutu.

Z tyłu jest system strojenia DTS. Sprężyny można całkiem odpuścić albo mocno docisnąć, zależnie od tego, czy grasz flamenco, czy coś spokojniejszego.

Drugi cajon powstawał w Polsce, w pracowni AW Cajon. Tu próby logo na ten model.

Front ma wzór blachy ryflowanej, inspirowany podłogą w DrumStore.

I cajon cały z drewna, z samym logo.

Talerze
Znowu moje zdjęcie i pytanie: a gdyby tak wyczarować blachy Polmuza? No i wyczarowaliśmy.

Mocno kuty, jeden z klasyków Polmuza. Od innych talerzy odróżnia go mnóstwo kucia. Kucie dodaje brzmieniu odrobinę trashu, talerz jest ciemniejszy i bardziej rasowy, a alikwoty ciekawsze. Tylko że kucie jest drogie, ktoś to musi zrobić, więc większość talerzy tak mocno kuta nie jest.

Wykończenia z bliska, na naszej znanej kanapie.

Seria Pomerania. Łacińskie nazwy polskich krain wymyślił Maciek. Szukaliśmy nazw bez obciachu, które zrozumie też ktoś na Zachodzie albo na Wschodzie.

Navalia, czyli stocznia. Do ostrego grania.

Model 07, świetna blacha do rocka.

Hel, od Helu albo od piekła, tylko z jednym L. Moje ulubione. Jazzowe, dość krótkie, ale nie za krótkie, łatwe do kontrolowania i z sustainem. Rozeszły się bardzo szybko.

Hel z bliska.

Rudis, czyli surowy. Surowe, jazzowe brzmienie, a w cienkiej wersji talerz długo wybrzmiewa.

Na koniec zdjęcia naszej ekipy przy dostawie talerzy. Chłopaki byli ubrani, słowo. Ja gryzłem talerz zębami i skończyło się u dentysty, bo pękła mi jedynka. I to był koniec prezentacji, a zaraz potem na scenę wyszli Mikołaj Stańko i Wojtek Warmijak.
Film z premiery
Cały wieczór jest nagrany. Film zaczyna się od prezentacji, a przed nią i po niej grają zespoły.
- 0:00 – Illusion, na bębnach Paweł Herbasch
- 27:58 – Lipali, na bębnach Luk
- 47:55 – konkursy z nagrodami, a od 53:42 moja prezentacja
- 1:21:15 – solo Mikołaja Stańki
- 1:29:37 – solo Wojtka Warmijaka
- 1:57:05 – Ignacy Wiśniewski Trio, na bębnach Paweł Osicki
- 2:15:43 – zespół Tomasza Kopra
- 2:36:49 – losowanie nagród, w tym czerwonego cajona

O tej prezentacji
Premierę reaktywowanego Polmuza zrobiliśmy 13 listopada 2019 roku w sopockim klubie Sfinks700. Przyszło ponad 250 osób: dziennikarze muzyczni, perkusiści, ludzie, którzy zaczynali na starych polmuzach, i znajomi z DrumStore. Były koncerty, konkursy z nagrodami i ścianka z czerwonym dywanem, a w połowie wieczoru, między rockiem a jazzem, wyszedłem z tą prezentacją.
Opowiedziałem w niej, skąd się wziął Polmuz. Marka zaczęła się w 1953 roku w Warszawskiej Fabryce Instrumentów Dętych i Perkusyjnych i przez lata była pierwszą perkusją całego pokolenia. Dla mnie to też osobista historia, bo to przez niebieskiego Polmuza kuzyna zakochałem się w bębnach. DrumStore z Gdyni kupił znak towarowy, zaczęliśmy budować markę od nowa, a premiera była pierwszym publicznym pokazem nowych bębnów.
Na slajdach jest cały ten proces: pół roku pracy nad logo i metalowym emblematem, kolory i inlaye, zestawy zaprojektowane przez chłopaków z DrumStore, budowa korpusu i krawędzie (zaokrąglona w centrali, a w tomach ostra, ścięta pod kątem 45° z obu stron), osprzęt, katalog części zamiennych, słuchawki, cajony i talerze nazwane po łacinie od polskich krain.
To zapis z 2019 roku, więc część rzeczy wygląda już inaczej. Polmuz to teraz cztery modele perkusji: od Modelu 4 na początek, przez Model 3, po Model 2 i Model 1 z naszej pracowni w Gdyni, z dożywotnią gwarancją na korpus. Aktualne Polmuzy są w sklepie: zestawy perkusyjne, werble i zestawy na zamówienie.
Relację z całego wieczoru opisaliśmy we wpisie Premiera marki Polmuz!, a o tym, skąd wziął się pomysł na powrót marki, w tekście Polmuz – powrót legendy! z maja 2019 roku.